Kolejne dni mijały mi w wielkiej rutynie: pobudka, prysznic, śniadanie, trening, obiad, zawody,kolacja,sen. Od ostatniej rozmowy z Kamykiem minęło pięć dni. Zgrywałam pannę obrażalską chodź taka nie byłam. Każdy dzień kończył się tak samo i zaczynał tak samo, no może zmieniała się tylko kolejność zawodników w klasyfikacji. Powoli zbliżały się igrzyska w Soczi. A ja z dnia na dzień miałam coraz gorszy kontakt z chłopakami. Wcześniej chociaż cześć mi powiedzieli, teraz traktują mnie jak powietrze. Cały czas zastanawiam się czy by nie odejść ze sztabu. Może jak będą mieć lepszego fizjoterapeutę to będą mieć lepsze wyniki... Już nawet nam przygotowany wniosek do PZN. Jestem młoda a moją drugą pasją est fotografia. Może któś by mnie zatrudnił do jakiegoś klubu abym robiła zdjęcia. Z dnia na dzień byłam do tego coraz bardziej przekonana. Rozmawiałam o tym nawet z Mariuszem... Od ostatniego maila bardzo często piszemy...Czasem nawet rozmawiamy przez skype no ale... Wtedy nie da się za dużo powiedzieć, ach te chłopaki ;) Za to Karol nie odpuszcza żadnej okazji na to, żeby zapytać się mnie o email. Tak... Dziś powiem o tym Kruczkowi tak będzie lepiej... Dla mnie... dla nich.
-Łukasz?
-Tak Madzia?
-Masz tu te papiery o których Ci mówiłam...
-Czyli jesteś zdecydowana?
-tak...
-Sama im o tym powiesz?
-Ty im powiedz..
-Dobrze.
-To ja idę po walizkę i wracam do Polski.
-Żegnaj.
W moich myślach od razu pojawiła się myśl: nigdy nie mów żegnaj bo to oznacze, że pewnie nie dojedzie do następnego spotkania. Jak to możliwe, że głupi kawał popsuł tyle relacji? Ewa też oddaliła się od Kamila. Wszyscy się od siebie oddaliliśmy. Wzięłam walizkę. Po policzku spłynęły mi gorzkie łzy. Kilka miesięcy temu oddałabym wszystko byle by tu pracować. Wyszłam z hotelu. Nie dość, że zapłakana, z rozmazanym makijażem to w krótkim rękawku w środku zimy. Podrzuciałam Kamilowi moją kurtkę dopiero jak wyszłąm zdałam sobię sprawę jak bardzo jest zimno.
*W tym samym czasie*
-Chłopaki trzeba ją przeprosić! - w pokoju Maćka i Piotrka trwałą zawzięta konwersacja, ze wszystkimi skoczkami.
-W końcu ją stracimy...- odezwał się do tej pory milczący Titus.
-A już jej nie straciliśmy? - spytał z goryczą Maciek.
-Mamy jeszcze szansę to naprawić... Co nam wtedy strzeliło do głowy?
-Myśleliśmy, że będą się z tego śmiać.
-Taaaa... ja to bym pewnie zawału dostał gdyby mnie porwano, nie dziwię im się.
-Jeszcze kilka tygodni wcześniej myślałeś inaczej...
-Stary nie wciągaj mnie do tego, dobrze wiesz, że to nie tylko moja wina!
-Wiem... Ja po prostu jestem...
-Zły na siebie...- dokończył za niego Titus.
Nie wiedzieli, że w tym czasie drobna osóbka siedziała już w samolocie do Polski. Nie martwiła się reakcją chłopaków... Zmieniła się, zmieniła życie.
________________________________________________________________
Dam dam dam... spokojnie wszystko się jeszcze ułoży... jeszcze 4 rozdziały i epilog ;___:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz