Z każdym dniem ja i Macie coraz bardziej się w sobie zakochiwaliśmy. Zbliżało się Bożę Narodzenie. Siedziałam w samolocie oparta o ramię Maćka. On spał. Ja jednak miałam jakieś dziwne przeczucia i ie mogłam spać. Widziałm, że mój brat też. Ale u niego to normalne. Miałam wrażenie, że mój mały domek z kart, który udało mi sie ułożyć zaraz runie. Samolot lądował. Dziś miałm się rozstać na kilka dni z moim Kotem. Na początku byłam przeciwna, ale przecież on też ma rodzinę. Na lotnisku czekała Ewa. Nie wiem czemu była smutna.
- Ewa!
- Madzia. - powiedziała smutna.
- Ej mała co jest? przecież zawsze cieszysz się na mój widok.
- Twoi rodzice mieli wypadek.
- Jak to? -zaszkliły mi się oczy.
- Przyczyny nie są wyjaśnione.
- A ich stan?
- Krytyczny.
Rzuciłam się na Ewę. Miałam rację. Mój domek został pozbawiony dachu. Czy może się zdarzyć coś gorszego. Jak bardzo się myliłam. Kiedy podszedł do nas Kamil, najwyraźniej zadowolony, musiałam mu powiedzieć. Ewa się bała. Obserwowałam jak z sekundy na sekundę oczy Kamila napełniają się łzami. Nie minęło pięć sekund a byłam w jego obięciach. Mimo, że rodzice byli bardzo surowi kochaliśmy ich. Pojechaliśmy do szpitala, jednak tam powiedziano nam iż na razie nie wolno wejść. Pojechaliśmy do domu. Odstawiłam walizkę i walnęłam się z płaczem na łóżko. Miały to być takie piękne święta. A teraz najprawdopodobniej spędzę je w szpitalu. O ile po ,,wspaniałej,, reakcji Kamila, nas wpuszczą, Nie do rodziców a wgl do szpitala. Co jak co ale jeśli chodziło o rodzinę Kamil był jak bomba. Często wybuchał. Płaczem lub krzykiem. Dziś akurat było to drugie. Nie dziwiłam mu się. Sama ledwo powstrzymywałam łzy. Aż do teraz. Już zmęczona płakaniem zasypiałam gdy nagle usłyszałam trzask tłuczonego szkła. Pobiegła na dół. Zobaczyłam Kamila. Ręce miał całe we krwi. Okaleczył się. Na podłodze leżał rozbity wazon. Ręce trzęsły mu się jak nigdy. Pobiegła do niego. Był jakby nie obecny. Pociągnęła go za koszulę i zaprowadziła do stołu. Odchyliłam krzesło a on posłusznie usiadł. Szybko Pobiegłam po szufelkę i zamietłam. Następnie zajęłam się jego dłońmi. Oblałam je wodą utlenioną co cholernie go zapiekło. Nie chciałam by cierpiał ale w tym przypadku musiała. Ominęła je bandażem. Nie wiem jak Kamil stawi się na treningu. Cały poraniony i nie obecny. Może do tego czasu sytuacja z rodzicami się wyjaśni i będzie spokojniejszy
Mam nadzieję. Tymczasem zaprowadziła go do sypialni. Ewy na noc nie było. Miała rano sesję i aby tam dotrzeć musiała wyjechać w nocy. Ja sama poszłam spać. Nie zważając na to, że byłam ubrana walnęłam się na łóżko i oddałam w krainę Morfeusza. Miałam dziwny sen. Ktoś krzyczał. Strasznie ale nie jak ktoś kto się boi. Jak ktoś kto był zły. Zobaczyłam ramkę z naszym zdjęciem, moim i Maćka. Leżała na podłodze. Pękła. Rozstała się na milion kawałków czy to Jakiś znak? Obynie. Obudziłam się oblana potem. Nie chwila to woda. Z pokoju wybiegł Kamil. No tak, tak mi się odwdzięczyć za wczoraj. Humor miał znacznielepszy. Po ogarnięcia się i wysuszeniu włosów. Pojechaliśmy do szpitala. O dziwo nas wpuścili. Z rodzicami było już lepiej. Szczęśliwa wróciłam do domu. Zobaczyłam list w skrzynce. Listonosz o tej porze nie chodzi. Wyciągnęła go i weszłam do domu. Spojrzałam na kopertę. Była zaawansowana do mnie ale nie było nadawcy. Otworzyłam ją. Gdy ujrzałam zawartość osubęłam się po ścianie. A przed oczami miała te.zdjęcia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz