środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 6

I've been ignoring this big lump in my throat 
I shouldn't be crying, tears were for the weak 
The days I'm stronger, now what, so I say 
But something's missing 

Whatever it is, it feels like it's laughing at me through the glass of a two-sided mirror 
Whatever it is, it's just laughing at me 
And I just wanna scream 


Gdy się obudziłam obok siebie zobaczyłam śpiącego Kamila, jak on słodko śpi. Po cichu wstałam i poszłam do łazienki. Gdy z niej wyszłam Kamyka już nie było. Ile tam siedziałam? :O No nic, zeszłam na śniadanie. Dzień wydawał mi się wyjątkowo spokojny, za spokojny. Najwyraźniej zarówno Polska jak i Austriacka ekipa jest już na śniadaniu. Nic bardziej mylnego. Gdy tylko przeszłam przez hol, z tyłu napadło mnie kilka osób. Zawiązało oczy. Kiedy opaska się rozwiązała, leżałam w wielkiej zaspie śniegu. Kiedy już się podniosłam sprawców nie było. Najgorsze było to, że nie wiedziałam gdzie jest hotel. Nie zabrałam iPhone. No to klops. Jak dostarczę Pointnerowi notatki o formie skoczków, a tym bardziej jak pojadę na lotnisko po Ewę? Zaczepiłam pierwszego lepszego przechodnia. Wytłumaczył mi drogę do hotelu. Ja tylko podziękowałam i rzuciłam się biegiem w stronę, którą pokazał mi bardzo miły człowiek. Udawałam się uliczkami tak jak kazał. Kiedy wreszcie dotarłam do ,,celu,,, zobaczyła galerię sztuki. Chwila galeria? Niespodziewanie podszedł do mnie Gregor.
- Widzę, że przyszłaś!
- No pewnie! - rzekłam zdezorientowana.
- Patrz.
Weszłam do środka. To była galeria zdjęć. Zdjęć Gregora. Było ich mnóstwo. Jednak moją uwagę przykuło zdjęcie, w jednym z rogów sali. Moje zdjęcie. Co prawda wyglądało jak selfie, ale zrobił je on. Czułam w sobie dwa uczucia. Złość, że do galerii wstawił moje zdjęcie ale również bardzo się ucieszyłam, że to ja a nie ktoś inny.
- Niespodzianka! - powiedział mi do ucha.
- Co tu robi moje zdjęcie?
- Wiesz to w końcu ta niespodzianka.
- Zrozumiałam, ale czemu się mnie nie spytałeś?
- A czy to byłaby niespodzianka?
- Nie..
- No widzisz! Teraz obejrzyj resztę zdjęć. 
Po galerii chodziłam około 2 godziny. Kiedy żołądek dał mi do zrozumienia, że potrzebuje zasilania. Opuściłam Gregora i udałam się drogą, którą powiedział mi chłopak. Jak się okazało ta była dobra. Zeszłam do stołówki. Jak się okazało śniadanie trwało w najlepsze. Ale chwila, godzina śniadania była ustalona na inną. Jednak nie dręczyła się tym zbyt długo. Siadłam koło Dominiki, która miała słuchawki na uszach.
- Czego słuchasz?
- The Beatles, chcesz posłuchać ?
- Pewnie :)
Przez resztę śniadania słuchałyśmy z Dośką muzyki. Kiedy spojrzałam na jej telefon dowiedziałam się, która godzina. Za dziesięć minut miałąm odebrać Ewę. Popędziłam do samochodu, który dzień wcześniej wypożyczyłam. Za 5 dziesiąta byłam na lotnisku. Ewa przyleciała 10 minut temu. Siedziała na ławeczce i oczekiwała na mnie. Podbiegłam do niej, ona wstała a ja rzuciłam się jej w ramiona. Bardzo ją kochałam, była przy mnie w tych ważnych i czasem trudnych momentach. 
- Ewkuś, tęskniłam!
- Ja też Madziuku !
- Nowa ksywka?
- A jak!
wybuchłyśmy śmiechem. Pojechałyśmy do hotelu. wszyscy zawodnicy byli na treningu, więc niespodziewani goście to raczej w tym wypadku było niemożliwe. Zamówiłam Ewie pokój. Obok mojego. Długo musiałam przekonywać Paią na recepcji, że to żona Kamila. Inaczej nie dałaby pokoju obok siebie. Ewa poleciała odstawić walizkę. Kiedy dotarła do holu, stwierdziła, iż pora na zakupy. Chętnie się zgodziłam. Od Alexa dostałam dzień wolnego, by móc go spędzić z Ewą. Oczywiście Manu i Gregor protestowali. Nie wyobrażali sobie treningu beze mnie. Zakupy można zaliczyć do jak najbardziej udanych. Aż bałam się sprawdzać stan mojego konta. Oby dwie ubrałyśmy się w kilka nowych ubrań. Ewa wybrała TO a ja TO. Udałyśmy się na skocznię. Siadłyśmy na trybunach ze względu na to, że Ewa nie chciała by Kamil ją zobaczył. Wiedziała, że nie skupiłby się na skoku. Dziwnym trafem usiadła obok nas Dominika tłumaczyć iż nie była tam potrzeba. Ewa i Dośka bardzo się polubiły. Obie słuchały The Beatles. 
- Bardzo fajnie się ubrałyście.
- Takie tam małe zakupy - powiedziała Ewa.
- Małe - rzekłam
Śmialam się w duchu z tego, że Ewa uznała te zakupy za małe. Zawody pod względem warunków były nierówne. Raz wiał wiatr pod narty a raz z tyłu skoczni. Po pierwszej przerwie prowadził Gregor. Z jednej strony cieszyłam się a z drugiej byłam smutna, ponieważ Kamil zajmował 5 miejsce. Wykorzystując 15 - sto minutową przerwę, opowiedziałam dziewczyną o dzisiejszej, rannej sytuacji. Obydwie stwierdziły, że to na pewno nie byli austriacy. Nie wytrzymaliby takiej drogi nic nie mówiąc. Zwłaszcza Manu, który zawsze nabijał się z zachowania Thomasa. Czyli to byli Polacy! To dlatego Kamil od razu zniknął. Oż ten. Potem się z nim policzę. Musieli być w zmowie z Gregorem. Nie mogłam dalej rozmyślać, ponieważ zaczęła się druga seria. W niej warunki były deko łaskawsze. Przyszła pora na skok Kamila. Miał bardzo słabe warunki. Zacisnęłam dłonie z nadzieją by nic mu się nie stało. Ale po co? Skoro Kamil skoczył najdłuższy skok w konkursie i zakończył go telemarkiem? Szalałam i piszczałam ze szczęścia. Przed skokiem lidera razem z Ewą zeszłyśmy na dół. Ja się później okazało Gregor oddał słaby skok, a Kamil został liderem. Nie ma lepszego momentu na ujawnienie iż Ewa tu jest. Ale nie musiałam jej mówić. Kiedy Kamil był na zeskoku i machał do kibiców, Ewa rzuciła mu się w ramiona. To było takie romantyczne. Porwalam od Gregora aparat i zrobiłam im kilka zdjęć. Nadeszła pora na dekorację. Ewa robiła Kamilowi zdjęcia, a ja stałam wśród Polskich skoczków i przyglądałam się szczęśliwemu Kamilowi. Kiedy dotarliśmy do hotelu. Byliśmy gotowi na świętowanie. Jednak nikt nie spodziewał się jednego. Tuż za nami odezwał się głos Kruczka, byłam pewna, że chodzi o mnie.
- Jedziemy do szpitala!
- Co się stało?
Pytał każdy siedzącego obok siebie partnera. Snuto różne przypuszczenia. Jednak nikt nie wiedział co naprawdę się stało, że Kruczek miał czasem załamania w głosie. Gdy dojechaliśmy, pędem pobiegliśmy do gabinetu lekarza, który prowadził leczenie Krzysia. Gdy byliśmy wszyscy on pierwszy się odezwał.
- Drodzy Państwo, Pan Krzysztof Biegun...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Uf myślałam, że nigdy tego nie skończę :) Kolejna dedykacja dla Dominiki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz