Nie wierzyłam słowom lekarza. To nie może być prawda, Krzysiek jest za młody by wieść takie życie. Wróćmy do początku...
- Proszę państwa Pan Krzysztof Biegun ma pęknięte kilka kręgów w kręgosłupie.
Chwila, chwila!Pęknięte? Czy to oznacza, że Krzysiek nie będzie mógł skakać? Co gorsza chodzić? Ale on był taki młody. Lekarz mówił coś jeszcze, ja go nie słuchałam, aż dotarły do mnie słowa.
- Jeszcze o tym nie wie.
- Nie wie?
- Tak stwierdziłem, że lepiej by dowiedział się od przyjaciół.
Tchórz-myślałam. Ale z drugiej był młody, a powiedzieć takiej osobie, że może już nigdy nie stanąć na nogi to jak cios w serce. Zaszkliły mi się oczy, co zauważył Dawid i mnie przytulił. Co jak co ale Dawid był świetnym przyjacielem. Nadeszła chwila prawdy. Podążaliśmy korytarzem szukając sali 308. Gdy ją znaleźliśmy zobaczyłam Krzysia. Rozmawiał ze swoją dziewczyną - Anetą. Był szczęśliwy, myślał, że za kilka dni wyjdzie ze szpitala. Nie wiedział, że na wózku inwalidzkim. Nie chciałam być przy tym kiedy mieli mu powiedzieć, wiedziałam, że nie wytrzymam i wybuchnę płaczem. Koledzy to uszanowali. Oparłam się o futrynę i patrzyłam na niego. Z sekundy na sekund jego twarz zbladła. Po policzkach poleciały pojedyncze łzy. Wiedziałam, że gdybym tam była i płakała nie pomogłabym wcale Biegunowi. Dobrze zrobiłam zostając. Po około godzinie odważyłam się wejść. Chłopcy pocieszali Krzysia jak tyko mogli. Twierdzili iż lekarz mówił, że jest dość duża szansa, że będzie chodził. Łukasz rozmawiał przez telefon zo osobą, która miała się zjąć chłopakiem.Podeszłam do niego i objęłam najmocniej jak potrafiłam. Może mało rozmawialiśmy z Krzysztofem, ale jeśli już to było tyle tematów, że raz prawie spóźnił się na swój skok. Czas w szpitalu mijał powoli. Aż wreszcie stało się coś czego większość się spodziewałą.
- Wyjdźcie, to, że jestem kaleką nie oznacza, że macie tu siedzieć i się nade mną użalać.
- Ale... - zaczął Kamil.
- Nie , wyjdźcie.
Posłuchaliśmy go. Przecież nie należy go denerwować. Minęło kilka dni aż wszyscy doszli do siebie. Ewa wróciła do domu. Jak bardzo by chciała nie mogła jeździć z Polską kadrą wiecznie. Ja widywałam się z chłopakami coraz rzadziej. Z czego ani ona ani ja nie byli zbytnio zadowoleni. Przyszła pora na kolejne zawody. Tym razem warunki były sprawiedliwe. Stałam przy barierce przyglądając się skokom zawodników. Ktoś złapał mnie w pasie i obrócił kilka razy. Gdy się odwróciłam zauważyłam wesołego Kubę.
-Kuba!
- No wiem wiem jestem coraz ładniejszy ale Twoja reakcja to przesada.
- Chciałbyś.
Żartowaliśmy tak chwilę. Kiedy było trzeba Kuba był zawsze przy mnie. To chyba było rodzinne u Kotów. Każdy bardzo mnie lubił.
- Mój brat to glupek.
- Serio nie musisz zaczynać tego tematu ;)
- Ja bym nie pozwolił, byś odeszła, walczyłbym o naszą przyjaźń.
- Ale to ty, Maciek jest inny.
- A jednak jesteśmy braćmi.
Do barierki podeszła Dominika.
- Hej Magda, trener prosi Cię na górę.
- oki.
- Hej a może mnie przedstawisz? - odezwał się Kuba.
- A no tak, Dominika Kuba, Kuba Dominika. Dobra Kubuś ja lecę na górę.
- Ok !
- Do zobaczenia- rzuciała Dominika/
- Do następnego!
Brr na wieży było zimno. Przeklinałam kilka razy, że nie wzięłam grubszej kurtki. Przynajmniej tyle, że mogłam wymienić kilka zdań z Łukaszem i Amelią, którą bardzo dobrze znałam.
- Słyszałam, że polubiłaś się z Eweliną!
- No tak fajna z niej dziewczyna. Co teraz robi?
- Siedzi u Ewy.
- A, nie mogę się doczekaś Wisły, wtedy ją zobaczę.
- Aha :) muszę wracać do trenera bo zaraz Kraft.
- Pa :*
- Pa!
Wszyscy oddawali naprawdę dobre skoki. Trzeba było podlizywać się trenerom, w końcu IO tuż tuż. Oczywiście po drugiej serii zwycięzcą był Kamil. Nie obyło się bez wpadu w ramiona, przed tysiącem reporterów. Widziałam z boku, że Gregor był zły. Powinnam zanotować, że trzeba go wysłać do psychologa. W końcu od tego jest. Świętowanie w hotelu było wskazane. Jednak nigdzie nie widziałam Dominiki i Kuby. Stwierdziłam, że nie będę ich szukać. Widziałam, że wpadli sobie w oko. Ci to mają szczęście. A ja? Jeden facet mnie całuje, drugi mówi, żę myliłam się, że jesteśmy przyjaciółmi. I weź tu się zakochaj, tak normalnie, po ludzku. Żałowałam, że nie było tu Ewy. Ona zawsze potrafiła mnie pocieszyć. czasem zastanawiałam się, czy się nie pomylili i czy Ewa to nie moja siostra. Około 1 w nocy impreza się skończyła. Albo raczej ktoś ją skończył. Łukasz. Najwyraźniej obudziły go ocne przechadzki pijanego Piotrka. Raz na środku korytarza chciała ze mną śpiewać shakirę. Kiedy mu wytłumaczyłam, że nie jesteśmy w Las Vegas a on nie jest Shakirą, odpuścił. Udałam się do swojego pokoju. Nie było jeszcze Dośki. Nie czekając na nią poszłam spać. Stwierdziłam, że skoro ona jutro i tak ma wolne to po co szukać jej po całym hotelu, kiedy jest sobie z Kubą? Niczego bardziej nie chciała niż szczęścia kolegi. Już zasypiałam, kiedy obudziło mnie pukaie do drzwi. Stwierdziłam, iż Domela zapomniała karty otwierającej drzwi. Gdy otworzyłam do pokoju wpadł Kruczek. Chwila skąd on zna mój numer pokoju? Nie ważne.
- Magda!
- Słucham?
- Jest sprawa, Tajner zauważył, że dzięki Pani Austria skacze lepiej.
- I co to ma znaczyć w związku ze mną?
- Czy nie chciałabyś przejść do naszej kadry?
- Ale w środku sezonu?
- Mniej więcje.
- A co z Panem Kotem?
- ogłosił iż przechodzi na emeryturę.
- Aha.
- I co zgadzasz się?
- Muszę to przemyśleć...
- Dobrze :) oczekuję Twojej odpowiedzi jutro o 12 :) Miłych snów.
- wzajemnie.
Jednak chyba nie usłyszał. Ja zmęczona całym dniem walnęłam się na łóżko i w ubraniu oddałam się krainie Morfeusza.
__________________________________________________________________________
Dominika nie zabijaj xD
Pięknie piszesz... Jestem pod wrażeniem!!
OdpowiedzUsuńwww.sabi-k.blogspot.com
Super piszesz :*
OdpowiedzUsuńObserwuje i liczę na rewanż
www.greenpinkandcafe.blogspot.com
Mega ciekawe kiedy napiszesz następny rozdzial ??? PLISSS
OdpowiedzUsuńObserwuję liczę na UCZCIWY rewanżyk jak się umawialiśmy <3 :*